Zmiany – nigdy na nie nie jesteśmy przygotowani. Wychodzimy z naszej strefy komfortu, tylko gdzie?
Zmiany – nie lubimy im się poddawać, nie lubimy wychodzić z opracowanych latami schematów. Każdy szczegół mamy dopracowany z precyzją cięcia skalpela: kawa ta sama, „wypracowana metodami prób i błędów” parzenia, po co więc to zmieniać? To, do czego doszłam, wymagało dużo wysiłku, determinacji, poznania, więc tego nie zmienię! Moje życie wynika z wiedzy nabytej, potwierdzonej dowodami, że tak jest, jak powinno być i tak być musi.
Zmiany? Ten model chyba nie zachęca. Oceńcie sami:
Jakieś zmiany? Ktoś chętny?
Kawa – jest bardzo dobra. W przedziale pierwszej klasy wszyscy zachowują się kulturalnie. Rozmowa zawsze na poziomie, bo na inną nie mam czasu. Spotkanie – nigdy nie przypadkowe. Konwersacja – nigdy bez celu, zazwyczaj powinna opierać się o najnowsze wyniki, badania i sondaże jak żyć i jak żyć się powinno. Książka – taka co coś wnosi, związek – podobnie jak książka. Wszystko to pod przykrywką: miło, ładnie, spokojnie i kulturalnie.
„Przewiduje więc wszystko co się da, przewiduje nawet to czego się przewidzieć nie da” – pisał tak mój ulubiony poeta – Tomasz Kacprowicz, w tomiku, który mi dał, a którego wtedy nie miałam czasu przeczytać: „Poezja? Ja mam tu ważne rzeczy na głowie: życie, a czym jest poezja, co ma wspólnego z życiem?”. Tak myślałam, a teraz siedzę tutaj przed wami i piszę o tym co mnie nurtuje i pewnie zadajecie sobie to samo pytanie: po co? Ale ja już nie przewiduję, co pomyślicie, chociaż do niedawna właśnie tak było…
Jeden Znany Pan przeczytał moje opowiadanie, o tytule kojarzącym się z przekleństwem. Przeczytał opowiadanie, które mówiło o życiu, tym samym życiu, za które Masłowska dostała Nike :) Ona dostała Nike, Znany Pan dostał nagrodę za spektakl Masłowskiej, a ja dostałam wypowiedzenie. Ponoć nawet na artystkę byłam za dziwna. Masłowska do dzisiaj otwarcie mówi o problemach małych i Dużych ludzi. Wracając do mojego opowiadania o nieładnym, choć powszechnie używanym słowie w tytule, powiem tyle, że potem miałam dylemat: czy rzeczywiście mówić w imieniu narodu, ale podpisując się swoim nazwiskiem, czy nie mówić nic? Pisałam w imię uczuć, życiowych ochów, achów, a także ich pochodnych, czyli dylematów, które społeczeństwo w imię swojej wrodzonej doskonałości chce zatuszować photoshopem, komedią romantyczną i… zwalnianiem mnie z pracy. Miałam dylemat: pisać czy nie pisać? Być znowu zwolnioną czy nie? Być artystką czy sobie odpuścić? Być albo nie być?
WTRĄCENIE: Hamlet za dużo myślał, za mało robił.
Może w imię jakiegoś autora, co imienia mi swojego użyczy, bo wtedy jakoś tak łatwiej wybronić się, że to jego artyzm, a nie mój? Beckett, Camus, nawet dzisiaj postanowiłam napisać o Fannie Flagg (mojej ulubionej autorce) i „wpływie zmiany na życie jej bohaterów”. Chciałam napisać ogólnie o rutynie, schemacie, wybiciu przez czynniki zewnętrzne ze schematu (bo nikt nie robi tego z własnej woli?),
WTRĄCENIE: Bo czemu ktoś chciałby zmieniać wypracowany styl parzenia kawy wypracowany latami okupowanymi nadludzkim wysiłkiem? A poza tym chyba nic już nie wtrącę.
podać tytuł książki i już gotowe – mogę podpisać się swoim – nie swoim nazwiskiem.
Dziś więc zamiast zmian u Becketta, u którego ciężko o zmianę (nikogo tutaj nie obrażam – dla niewtajemniczonych w kulturę i sztukę – on nie żyje), zamiast inteligentnych (WTRĄCENIE: fajnych) stwierdzeń Camusa, siedzę w pociągu do Warszawy i rozmawiam w wami jak człowiek z człowiekiem.
WTRĄCENIE: I wtrącam rzeczy bez sensu :)
Dziękuję czytelnikowi Rniskiemu, który zapytał się mnie, dlaczego ja tylko o sławnych i bogatych, a o sobie ani słowa :)
[fot] www.bizneswchmurze.pl, www.zmiana.pl


