Moje ego robi mi czasem pod górkę. Moje ego zabiera mi czas. Moje ego każe, często pozwala, robi coś z przyzwyczajenia, wyciąga pochopne wnioski. Moje ego czasem robi co chce, bez ostrzeżenia, przemyślenia, analizy. Potrafi zniszczyć relacje, potrafi zepsuć humor.
Najczęściej pokazuje mi jak rządzić, kierować by być stuprocentowym człowiekiem: bez emocji, analizującym chłodno. Chce często rozpracować tajne, niepodważalne, ukryte, chce znaleźć cel wszystkich celów i trzymać się go, po to by się czegoś w ogóle trzymać. Ego czasem nie zauważa kogoś, często próbuje przekonać siebie i innych do tego, że jest najważniejszy. Często też przekonuje, że robi coś dla dobra ludzkości, która w jego mniemaniu żyje tak jak nie powinna (bo On oczywiście wie jak żyje i jak żyć musi). Ego tajna broń manipulacji, narzędzie złości, frustracji i samotności.
Kiedy jest miłość ego chowa się, jego zalety bledną. Zaufanie i szczerość, niepoparte żadnym schematem, zaczynają żyć własnym życiem, z dala od „ja chcę, tak powinnam, a tak muszę”. Miłość pozwala nam na robienie rzeczy niewyobrażanych, nieosiągalnych. Miłość, której nie opisze żadne słowo, bo wszystko znajduje się w jednym geście. Miłość która nie każe, nie pozwala, nie zabrania, która ma swój własny styl i zero rozumu. I choćbyśmy chcieli opisać to statystycznie, czy podważyć ją wiarygodną interpretacją to i tak ta wiara pozwala kochać, mimo, że nic nie wiemy o kochaniu :)
Obrazy:
W tekście wykorzystałam rysunki Mike’a Millsa z filmu w jego reżyserii Debiutanci.



