W cieniu Błękitnego Smoka

Patrycja Płachecka 22 stycznia 2012 1
W cieniu Błękitnego Smoka

„Dziedzictwo tom I”, czyli najnowsza książka Christophera Paoliniego ukazała się w polskich księgarniach już 10. listopada 2011 roku. Chociaż czwarta część nie wywołała tak ogromnego zamieszania jak jej poprzedniczki, to i tak większość egzemplarzy poznikała z półek już pierwszego dnia po wydaniu. Warto również wspomnieć, że samo „Dziedzictwo” utrzymało się na liście światowych bestsellerów bez najmniejszego problemu. Pomimo tego niewątpliwego sukcesu, fani cyklu o smoczym jeźdźcu Eragonie nie powinni czuć się jednak całkowicie usatysfakcjonowani.

Drogi czytelniku, jeśli chcesz wiedzieć, co zdarzyło się później, to kup następny tom tej części! Kup, kup, kup, i to szybko!

Wydawnictwo MAG uznało zapewne, że może dużo więcej zarobić sprzedając książkę nie w całości, jak angielski oryginał, lecz podzieloną na dwa tomy. Fascynująca idea, bowiem czytelnik po przeczytaniu tego woluminu na pewno nieco „zgłodnieje” i kupi tom drugi. W tym wypadku naturalnym jest, że „TOM I” przerwany został w kulminacyjnym momencie powieści, a jakże. Kolejną część w języku polskim będzie można dostać w księgarniach już za parę dni.

Mityczne stworzenia i tajemnicze głosy

Alagaësia to kraina pełna niezwykłych zakątków, które kryją wiele niesamowitych tajemnic. Jedno z takich miejsc, gdzie magia wciąż jest żywa, a ziemia pamięta jeszcze krwawą bitwę bratobójczą, wzywa Eragona i Saphirę. Dodatkowo głos byłego nauczyciela nie pozostawia im wyboru – muszą odkryć sekrety zatajone przez wieki, by pokonać uzurpatora. Wyruszają zatem w podróż. W tym właśnie miejscu kończy się „TOM I”. Zadziwiające, jak bardzo można człowieka zirytować takim pomysłem. Na szczęście nie przekłada się to na jakość opowieści. Mówiąc Alagaësia, widzimy też piękne krajobrazy, wielką pustynię i ogromne góry. Ale to także coś więcej, niż sekrety, magia i piękne widoki. To przede wszystkim ludzie oraz mityczne stworzenia, zamieszkujące różne części tego kraju.  W tym momencie warto docenić pomysł wyjścia na światło dzienne kotołaków, które oczywiście poparły Vardenów. Poza tym na każdym kroku spotykamy tu elfy albo urgale. Stworzenia te, pomimo dzielących je różnic, odmiennych tradycji i zamiłowań, zjednoczyły się, by powstać przeciwko ciemiężcy.  Jest to piękny symbol walk o wolność pomimo różnic raz i przekonań. Jednoczył ich wspólny cel i wiedzieli, ze tylko działając razem mają szansę na wygraną. Fascynacja autora gatunkiem fantasy doprowadziła do powstania  więc pełnego magii, ale jednocześnie realnego świata, który mógłby istnieć nawet wokół nas, a nie tylko w naszej wyobraźni. Z pewnością jest to jeden z największych atutów tej serii.

Dobro ogółu czy szczęście jednostki?

Czwarta część pełna jest przemocy, której w otwartej formie do tej pory nie spotykaliśmy w żadnej z książek Paoliniego. Wojna o wolność pochłania wszelkie zasoby Vardenów oraz ich sprzymierzeńców, a nieustanne napięcie i strach wyniszczają nie tylko przywódców powstania, czy żołnierzy, ale też dają o sobie znać w myślach i zachowaniu głównych bohaterów. Szczególnie uwydatnione są tu cierpienia psychiczne Rorana, jednego z dowodzących wojskami rebelii. Autor ukazał go  jako zwykłego człowieka otoczonego przez cały panteon herosów, a mimo to wytrwale dążącego do realizacji swych celów i jednocześnie starającego się chronić własną rodzinę. Bohater ten z czasem daje się także wplątać w polityczne intrygi oraz otwarte walki, których nie może uniknąć będąc kuzynem ‘prawdziwego’ smoczego jeźdźca. Przeżycia Rorana opowiadane są w formie migawek, jakby odskoczni od przygód Eragona i elfki Aryi. Okazało się to ciekawym pomysłem dającym pełen obraz sytuacji przedstawionej w powieści. Roran nie jest jednak jedyną postacią, która wzbudziła mój podziw. Do tej grupy od zawsze zalicza się elfka Arya.  Jest to silna, niezależna kobieta, perfekcjonistka, która twardo stąpa po ziemi. Mało kto potrafi jej dorównać we wszystkich właściwie dziedzinach. Jakby tego było mało, Arya poświęca się całkowicie dla ‘większego dobra’. Wydaje mi się jednak, że ona tak naprawdę cały czas szuka swojej własnej drogi. Oczywiście, jest świadoma swych obowiązków oraz powinności związanych z zajmowaną pozycją społeczną, jednak jej marzenia przemienione w rzeczywistość nie spełniły jej oczekiwań. Ona też, podobnie jak Roran, Eragon, czy Nasuada, wie, że stawka jest o wiele większa, niż osobiste szczęście. Dlatego, choć każde z nich niepewne jest drogi, którą podąża, to jednak wytrwale sięga do celu.

Paolini wykreował postacie, które zdają się żyć własnym życiem. Ich problemy, uczucia, charaktery, myśli i przeznaczenie tworzą z nich prawdziwe, rzeczywiste osoby, które staramy się zrozumieć. Książka budzi zainteresowanie wtedy, gdy niesie przesłanie, gdy opowiada coś niesamowitego, lub gdy czytelnicy mogą utożsamić się z jej bohaterami. Cykl ten posiada każdą z wymienionych cech i to jest jej klucz do sukcesu.

„Dziedzictwo tom I” to jednakże trochę naciągana opowieść, momentami wyidealizowana, czasem nieco jakby satyryczna. Widać to przede wszystkim w momentach walk Eragona z Aryą, a także odkrywania tajemnicy skały Kuthian. Przerysowane, można nawet pokusić się o stwierdzenie naiwne treści powiększają dystans czytelnika do przedstawionych wydarzeń. Nie sprzyja to wyrobieniu sobie dobrej opinii o danej powieści. Ja dla mnie, było tu również zdecydowanie za mało scen lekkich, zabawnych, groteskowych, które towarzyszyły nam od początku „Eragona”. Opowieść stała się splątana, bardziej mroczna i wywołująca w czytelniku sprzeczne uczucia. Jednakże znacznie więcej można znaleźć cech pozytywnych. Jest to dobra, wciągająca powieść. Szkoda tylko, ze nie zachwyca, tak jak poprzednie. Być może postawiłam jej zbyt wysoką poprzeczkę.

Jeszcze jedna kwestia. Od dawna nęka mnie pewna myśl- czy Arya i Eragon będą kiedyś razem?! Przecież było już tyle scen, które sugerowały „tak!”, tyle wspólnych przygód. Czy jestem jedyną osobą, którą irytuje przeciąganie tej sytuacji w nieskończoność? To już prawie koniec ich wspólnych  przeżyć, a jak do tej pory pomiędzy nimi wyjaśniło się niewiele. Może nawet wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej. Z niecierpliwością czekam na zakończenie cyklu, mam nadzieję, ze znajdę tam rozwiązanie nurtującego mnie pytania. Lepiej, żebym się nie zawiodła.

To, co dobre, szybko się kończy

Niestety, „TOM I” to już przedostatnia część cyklu o Eragonie i Saphirze – o Jeźdźcu i Smoku, którzy zmieniają świat. Marzenie nastolatka o odległej krainie rządzonej przez magię i czary, stało się miejscem, które pokochały miliony ludzi. Miejscem, do którego będziemy wracać jeszcze długo po oficjalnym „zakończeniu” sagi. Do każdego z tomów, od początku, do końca. „Dziedzictwo tom I” pozostawiło niedosyt i nierozwiązane zagadki, które zapewne sprawią, że sięgniemy po kolejną część. Mam nadzieję, że będzie lepsza od tej – a to stawia jej wysoką poprzeczkę. Watro przeczytać, najlepiej całą sagę.

  • Anna

    Uwielbiam tę sagę ! :) tylko nigdy nie pamiętam jak się skończyła poprzednia część :(