Status studenta wiąże się z wieloma profitami, ale i koszta tej roli bywają wysokie. Jedno z nich to sesja, która pozbawia okazji do przeżywania dni i nocy w co najmniej ciekawy sposób. Wiąże się z tym brak bodźców. Z tego tytułu pozwolę sobie podzielić się czymś, co napisałem dawno temu i jest, moim zdaniem, znośne w odbiorze oraz (sami oceńcie czy) warte uwagi.
12 kwietnia 2011
Wspominam.
Widzę pomarańczowy kolor. To moje powieki od wewnątrz zwrócone do zachodzącego słońca.
Gdy otwieram oczy, świadomość rysuje mi bujną zieleń parku i właśnie to słońce, co tak odważnie przebija się przez drzewa.
Siedzę nad samą wodą. Jasne spodnie od trawy izoluję bluzą. Wieczorem może być chłodniej.
Będąc częścią tego przyjemnego obrazka zerkam w prawo.
Cóż za piękność siedzi tuż obok mnie.
Jej postać porywa mój wzrok.
Drobne stopy chowają się w czarnych butach na słomkowych koturnach. Skóra od kostek po uda ma kolor miodu i błyszczy w słońcu. Powleka nogi kształtne jak wielka litera S.
Powyżej mam przyjemność z sukienką w oliwkowo – beżowe paski. W ten ciepły dzień materiał niechętnie przytula talię. Co za głupiec… Powinien być z tego powodu zaszczycony.
Delikatne, ciemnozłote dłonie na przemian muskają trawę i odgarniają szatynowe kosmyki pofalowanych włosów. Końce tychże ciemnych nici wylegują się równolegle na karku i ramionach, również ubarwionych miłością słońca.
Prawe ramię. Wydawałoby się ramię jak każde. Jego unikalności jednak strzeże jeden czekoladowy punkcik. Na imię mu pieprzyk.
W kobiecy sposób zarysowany mostek jest koroną dla pokaźnego dekoltu. Sam dekolt z kolei to obszar ukryty; gdyby się ujawnił, słońce mogłoby wstydliwie zgasnąć. Nie ma o nim żadnych przypowieści czy legend. Jest częścią skrywanej intymności opisywanej Pani, a doświadczanie go jest cieleśnie wyjątkowe i powszechnie niedostępne.
Szyja jest długa i szczupła, miękka tak, że można wtulić w nią usta jak w poduszkę. Emituje ciepło i oddechy. Każdy z tych oddechów ma swój numerek. Każdy jeden z tych numerków jest moim szczęśliwym.
Mokry, ciepły język jako dystrybutor spółgłosek wije się za równym uśmiechem spiętym klamrą pełnych, wydatnych warg. Drobny nosek z kolei jest jak podpis malarza na dziele, które właśnie ukończył. Jest takim naturalnym, spójnym elementem całości, w którą wpisany jest fortunniej niż wisienka na torcie.
Zieleń dużych oczu kąpie się co kilka sekund w mrugnięciach pięknie pomalowanych powiek.
Promienie spojrzeń skupione są w długich rzęsach; to jedne z tych promieni, w których zasięgu niejeden chciałby się znaleźć.
Zjawisko nie dziewczyna, cudowna w swojej cielesności. Powabna jak zapach lata, soczysta jak pomarańcze.
Z nią siedziałem nad stawem w parku 13 lipca 2010. I było pięknie.

