(Nie)innowacyjna Polska

Norbert Korus 19 stycznia 2012 7
(Nie)innowacyjna Polska

Wiarygodność wielu informacji warto jest poprzeć statystykami. Nie wiem czy istnieją zestawienia prezentujące ilość czasu jaką spędza statystyczny Polak czekając na załatwienie spraw w różnego typu urzędach, ale podejrzewam, że jest to całkiem spora część naszego życia. W pewnym sensie kolejki to element polskiego folkloru. Taka społeczna funkcja kolejek często była przypisywana im w okresie PRL-u, w sumie dosyć słusznie, przecież odsetek czasu spędzonego tam był trochę większy. Pozornie mogłoby się wydawać, że czasy ,,ogonków” już dawno minęły. Nic bardziej mylnego! Witamy w XXI wieku.

Koniec z kolejkami!

Trzecie tysiąclecie – wszechobecne komputery, dostęp do Internetu ma ponad połowa Polaków, a polscy informatycy są znani na całym świecie. Nie zmienia to jednak tego, że lista spraw, które można załatwić przez sieć, jest stosunkowo krótka. Co prawda już w zeszłym roku podczas spisu ludności można było skorzystać ze specjalnej witryny uruchomionej przez Główny Urząd Statystyczny, mimo to do opinii publicznej docierały wiadomości o nieszczelności strony i  kilku błędach, na które można było się natknąć podczas wypełniania poszczególnych formularzy. Myślę, że nie trzeba dodawać, iż strona była stosunkowo archaiczna i niezbyt funkcjonalna. Nieco bardziej praktyczny może wydawać się ePUAP. Co to takiego? Rozwinięcie skrótu (,,elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej”) nie oświetla mojego umysłu w kompleksowy sposób. Po zagłębieniu się nieco w temacie myślę, że można nazwać ten serwis  ,,zaczątkiem” innowacyjności, swego rodzaju jaskółką, która może jednak uczyni w polskich urzędach nowoczesną wiosnę. Po wejściu na stronę widzimy od razu listę spraw, które można załatwić,  np. opłacenie mandatu czy weryfikacja dokumentów online. Naturalnie lista jest trochę dłuższa, ale tak czy inaczej nie powala. Z pewnością z czasem będzie się wydłużać. Podobnie rzecz ma się z liczbą użytkowników nowej formy załatwiania spraw urzędowych. Jest ich zresztą niecałe 28 tysięcy. Co może być przyczyną? Moim zdaniem jest to dość skomplikowany sposób uruchomienia tejże usługi i słabe rozpropagowanie takiej możliwości. Myślę, że z pewnością więcej niż niecałe 30 tysięcy osób chętnie skorzystałoby z załatwiania spraw przez swój komputer.

Służba zdrowia czeka na informatyczny lifting

O polskiej służbie zdrowia powiedziano i napisano już chyba wszystko. O bałaganie tam panującym wszyscy mogli przekonać się już na przełomie 2011 i 2012 roku. Nowa lista leków refundowanych otworzyła oczy na kolejny, nieco może pomijany problem. Chodzi o zacofanie systemu obsługi w służbie zdrowia. W dobie wszechobecnych komputerach w rejestracjach u lekarza nadal stoją długie, metalowe regały z kartami pacjentów. Naturalnie u każdego lekarza, w każdej przychodni jest inna karta, a przepływ danych pomiędzy poszczególnymi placówkami jest mierny. Lekiem na chorobę toczącą polską służbę zdrowia byłoby wprowadzenie indywidualnych kart pacjentów, podobnie jak miało to miejsce na Śląsku. Zapisanie na takich kartach odpowiednich informacji o pacjencie np. grupa krwi, uczulenia czy wreszcie przebyte choroby, z pewnością mogłoby ułatwiać kompleksową diagnozę u lekarza lub też pomóc w sytuacjach krytycznych. Dzięki takiemu rozwiązaniu zniknąłby również problem z papierowymi receptami – odpowiednie leki można by pobrać dzięki danym zapisanym na karcie.

Tablety do szkół?

Jakiś czas temu na czołówki gazet trafiła informacja o zakupie dla polskich posłów iPadów drugiej generacji. Tablety, zdaniem Kancelarii Sejmu, to znaczna oszczędność pieniędzy i, w pewnym stopniu, działanie proekologiczne – tony papierów zastępują tysiące plików. Czy takie rozwiązanie miałoby szanse w przypadku szkół? Myślę, że tak. Podobne rozwiązania są już wdrażane w Turcji czy w Korei Północnej. Jeden tablet mógłby zastąpić stos podręczników, zeszytów i lektur szkolnych. Zakup urządzenia dla pojedynczego ucznia, nawet przez rodziców, byłby kosztem jednorazowym, gdyż można z niego korzystać dłużej niż z jednego zestawu podręczników, który potrafi kosztować na jeden rok ok. 700 zł. Rozwiązanie takie mogłoby również otworzyć nowe horyzonty przed nauczycielami prowadzącymi lekcje, teraz w formie bardziej multimedialnej. Zmniejszyłby się problem zaległości w przypadku wymuszonej chorobą nieobecności. Dzięki zastosowaniu wideorozmów nieobecny uczeń mógłby w pewnym stopniu uczestniczyć w lekcji. Kolejną zaletą pomysłu jest brak konieczności noszenia ciężkich tornistrów. Oczywiście samo zastosowanie tabletów w polskiej edukacji nie podniesie jej poziomu, nie zmieni także mentalności uczniów i nauczycieli, ale może stać się początkiem unowocześnienia polskiej szkoły. Pierwsze oznaki innowacyjności już pojawiają się na horyzoncie. Nabór do szkół ponadgimnazjalnych jest prowadzony w naszym mieście elektronicznie, do tego niebawem ma dołączyć miejski portal edukacyjny, który będzie skupiał informacje dotyczące ocen i frekwencji poszczególnych uczniów, jak również doprowadzi do ostatecznego zniknięcia papierowych dzienników z koszalińskich szkół.

Oczywiście wszystkie zmiany nie zostaną wprowadzone w ciągu pięciu, czy nawet dziesięciu lat, ale dobrze jest wiedzieć, że istnieją już pewnego typu rozwiązania, na których można się oprzeć i zaadaptować je do polskich potrzeb. To z pewnością mogłoby przynieść długofalową korzyść i ułatwić życie w naszym kraju.

  • Jacoislike

    Co do kolejek-z relacji świadków wiem,że w PRLu w kolejkach nie tylko się stało,ale także rozmawiało.Otwartość ludzi była może większa,nie wiem sam.Obecnie dalej stoimy w kolejkach,ale ludzie już nie podejmują dialogu tak chętnie,podobnie w PKP.Jeśli już mamy się wystać,to chociaż pogadajmy.Jeśli mowa o informatyzacji szkolnictwa,struktur politycznych i medycznych musisz jeszcze zważyć na fakt,że lekarze,politycy,nauczyciele to często osoby,które nie idą z duchem czasu jak ja czy Ty.Tym osobom należałoby wdrożyć jakoś obsługę urządzeń,co też stanowić by mogło wysiłek finansowy i czasowy.Co dziwne, na myśl o politykach jakoś się nie martwię o ich zaradność wobec takiego np.iPada…

    • Anonim

      Otwartość ludzi dawniej, a obecnie to temat-rzeka na kolejny artykuł. Oczywistą rzeczą, że nie miałem okazji się z nią bezpośrednio spotkać, a jedynie podobnie jak Ty poprzez relację świadków. Co do drugiego wątku, który poruszyłeś, to obserwuję tendencję, że osoby starsze, które w okresie aktywności zawodowej miały małą styczność z komputerem, czy Internetem, teraz radzą sobie całkiem dobrze. Internet przestał być dla nich czymś strasznym, a stał się elementem codzienności. Wiadomo, że informatyzację w urzędach obowiązkowo musiałby poprzeć szereg szkoleń pracowników. Zresztą to nie jest kwestia roku, dwóch, to zdecydowanie dłuższy proces. 

  • Rniski

    Informatyzacja ok. Tylko czy wszyscy za tym nadążą? Praktyka wskazuje, że „informatyzacji” dokonuje się a procedury zamiast ulec skracaniu ulegają wydłużaniu. Pani w okienku po prostu ma jeszcze jedną operację do wykonania. Rośnie stos papierów do wypełnienia i liczba osób extra zatrudnionych do obsługi „informatyzacji”. Jeżeli wspomnimy niesławną „informatyzację” ZUSu, „informatyzację” jaką widzimy na Poczcie Polskiej itp. to może lepiej tego nie robić? Gdyby taki burdel wdrożyć na większą skalę aż strach pomyśleć co to będzie. Lekarze np. do dzisiaj o wiele chętniej wypełniają w kajeciku a u urzędnika bez bumagi jesteś niewiarygodny. Do informatyzacji jak do wszystkiego innego trzeba dorosnąć.

    • Anonim

      No to o czym piszesz, jest swego rodzaju polskim piekiełkiem. Takim naszym paradoksem, z którym mimo wszystko trzeba by w jakiś sposób walczyć. Informatyzacja jest pewnym wyzwaniem. Wytłumaczeniem tego, że mimo częściowej informatyzacji istnieje lęk przed utratą etatu przez niektórych urzędników. Może też niechęć do zastąpienia urzędnika przez maszynę. Dodatkowo, tego jak ognia wystrzegają się (wystrzegałyby się) wszelkiego rodzaju związki zawodowe.Drugą sprawą jest to, że niektóre systemy wdrażane mogą być nieudolne, czy niefunkcjonalne. Kompleksowe i długofalowe wdrażanie takich systemów, połączone z odpowiednimi szkoleniami, czy redukcją stanowisk po pewnym czasie przyniosłoby pozytywne efekty. Wprowadzanie tego „na hurra” może przynieść tylko i wyłącznie bałagan. 

      • Rniski

        „Wprowadzanie tego „na hurra” może przynieść tylko i wyłącznie bałagan”. Nigdy niczego nie robiono u nas inaczej, zawsze było to „na hurra” i zawsze w oparciu na prikaz z góry. Dlatego jeżeli chodzi o informatyzację, mimo iż jestem gościem z branży (a może dlatego), jestem sceptyczny co do jej rychłych efektów. Raczej będzie to jeden wielki burdel. Taka operacja wymaga przygotowania przede wszystkim ludzi i siłą rzeczy będzie to proces długotrwały. Strona techniczna to betka.

        • Anonim

          W pełni się zgadzam, ale przyznaj, kiedyś trzeba będzie to tak czy inaczej zrobić. Kwestią otwartą pozostaje to jak zostanie to zrobione- z pomysłem, kompleksowo, czy tak jak zawsze- na hurra. Nie oczekuję, że informatyzacja zostanie przeprowadzona w rok, no i chyba mimo wszystko nie mogę oczekiwać tego, że zostanie przeprowadzona całkowicie bezboleśnie. Może osoby za ten proces odpowiedzialne, nauczone doświadczeniem nieudanych prób innowacji, jak podałeś- ZUS-u, czy Poczty Polskiej, wyciągną jakieś wnioski i na szerszą skalę zrobią to lepiej. Może to i naiwne- szczególnie w naszym kraju, gdzie wyciąganie wniosków z czegokolwiek przychodzi szczególnie trudno.   

  • Rniski

    http://biznes.onet.pl/cyfryzacja-szkol-czyli-nadciaga-klapa,18553,5018245,1,prasa-detal Widać nic się nie zmieniło. Musi być ludzie odpowiedzialni za program są bez pojęcia. Wszystko pozostanie więc po staremu, zmarnują kolejne pieniądze.